FacebookTwitterPinterestGoogle+Share

Letnie pifko

Letnie pifko

W tym roku wyjątkowo długo czekaliśmy na cieplejsze dni. Nikt jednak nie spodziewał się, że będą aż tak ciepłe i to od razu. W najbliższych dniach również nie należy spodziewać się ochłodzenia. Chyba, że postaramy się o to sami. Najlepiej zimnym piwkiem od środka.

Sposobów na ochłodzenie rozgrzanych letnim słońcem ciał, jest wiele, ale zdecydowanie jednym z najprzyjemniejszych – oprócz lodów – jest wlewanie w siebie dobrze schłodzonego złocistego płynu. A może czerwonego? Albo zielonego? Rodzajów piwa jest dziś tyle, że trudno zliczyć, a każde podane w odpowiednio niskiej temperaturze z pewnością spełni swoją rolę gasząc nasze pragnienia w te upalne dni.

Lepiej uśmiechnąć się do teściowej…

niż napić się ciepłego piwa jak mawia pewne przysłowie. Dobrze schłodzone piwo świetnie gasi pragnienie, niweluje zbytnią gorycz i daje przyjemne uczucie chłodu nie tylko podczas przełykania. Niestety temperatury serwowania piwa zostawiają wiele do życzenia. W Polsce często serwuje się o dziwo zbyt zimne piwo. Pytacie jak piwo może być za zimne? Niestety nawet sami producenci zalecają często schładzanie ich trunków do absurdalnie niskich temperatur. W wielu przypadkach jest to nawet 2-5 stopni Celsjusza! Dzieje się tak nie bez powodu. Spróbujcie kiedyś napić się jednego z popularniejszych brandów piwnych, na przykład z Wielkopolski w zielonej butelce w pokojowej temperaturze. Smak jest zostawia wiele do życzenia i piwo to nie nadaje się nawet do podlewania kiełbasy z grilla podczas imienin wujka na ogródkach działkowych. Mocne schłodzenie skutecznie jednak zabija ów feler i da się przełknąć. Zwłaszcza gdy jesteśmy bardzo spragnieni. Dlatego nim sięgnięcie po piwo zastanówcie się jakie wrażenia chcecie zapewnić swoim kubkom smakowym. A jest w czym wybierać…

Najstarszy trunek

Tradycja piwna w ludzkiej kulturze sięga 4000 lat p.n.e. Pierwsze piśmienne wzmianki o produkcji piwa znajdziemy u Sumerów w starożytnej Mezopotamii, którzy do produkcji tego trunku używali orkiszu. Od tamtej pory ludzie, w różnych kulturach i miejscach na ziemi – wymyślili mnóstwo rodzajów piwa. Warto skorzystać z tego dziedzictwa cywilizacji i nie rzucać się na pierwszą lepszą butelkę z etykietą znaną z reklam puszczanych w przerwie meczu. O ile jeszcze kilka lat temu w Polsce trudno było mówić o dużej dostępności piw dla osób o nieco bardziej wyrafinowanym podniebieniu, to dziś półki sklepowe i barowe uginają się pod ciężarem najprzeróżniejszych gatunków piwa. Od rzemieślniczych, wytwarzanych na niewielką skalę po egzotyczne wynalazki i eksperymenty piwowarów.

Fermentacje od góry do dołu

Bez zbędnego wchodzenia w szczegóły  technologiczne, piwa są dzielone według sposobu fermentacji i rodzaju użytego słodu. Pierwotnie ważne były tylko dwie rzeczy do uzyskania napoju bogów: drożdże i czas. Oto kilka najlepiej rozpoznawalnych gatunków złocistego, czarnego a czasem nawet zielonego napoju, które wręcz trzeba sprobować, jeśli chcemy choć trochę mieć pojęcie czym świat piwa stoi.

Stout – piwo ciemne z tak zwanej górnej fermentacji, do którego produkcji wykorzystuje się palony słód jęczmienny. Najsłynniejszy przykład Stouta to Guinness – irlandzkie piwo, którego barwa i łagodny smak są doceniane na całym świecie.

 Ale –  również piwo z górnej fermentacji produkowane głównie w Anglii jednakże spotykane również w Belgii, Niemczech i Australii – byłej kolonii brytyjskiej. Kolor Ale może być ciemny, ale występuje również jasnobrązowe. Wytwarzane jest ze słodu jęczmiennego jasnego lub skarmelizowanego. Browarnicy często eksperymentują przy tym piwie ze smakami. I tak na przykład w Wielkiej Brytanii można spotkać Ale o smaku lub właściwie posmaku bananów. Belgijskie browary wolą cięższe i intensywniejsze smaki wiśni, moreli a nawet jeżyn i cytrusów.

Porter to kolejne piwo z górnej fermentacji, które jest czasami porównywane ze stout’em, choć chyba przez ludzi pozbawionych kubków smakowych. Co prawda to również jest bardzo ciemne piwo, ale smak jest zdecydowanie intensywniejszy, z nutą kawy lub nawet czekolady, co uzyskuje się dzięki dodaniu skarmelizowanego słodu jęczmiennego. Znów w produkcji tego piwa brylują Wyspiarze.

Bałtycki Porter różni się tym od zwykłego Portera, że jest piwem uzyskiwanem w procesie tak zwanej dolnej fermentacji. Jest to bardzo mocne i ciemne piwo choć zupełnie odmienne od warzelniczych wyrobów irlandzkich. Porter Bałtycki jak nazwa wskazuje jest warzony w określonym rejonie geograficznym Europy i spotkamy to piwo o dziwo głównie w krajach nadbałtyckich czyli Polsce, Estonii czy na Łotwie. Bałtycki Porter zawiera bardzo dużo alkoholu  – powyżej 9% objętości – co oczywiście nie ma nic wspólnego z naszym zamiłowaniem do szukania na nalepkach butelek informacji o zawartości etanolu w naszym ulubionym napoju.

Piwo pszeniczne – złoto w płynie z górnej fermentacji, warzone w Polsce (najlepsze we Wrocławiu!), Czechach, Niemczech i Belgii. Jak nazwa wskazuje do produkcji tego orzeźwiającego płynu używa się słodu pszenicznego, co nadaje mu delikatny smak, oraz przepiękne kolor od słomkowego do barwy ciemnego bursztynu.

 Pilzner to pilzner. Jasne piwo z dolnej fermentacji warzone jest w sposób tradycyjny tylko ze słodu jęczmiennego, wody, chmielu i drożdży. Tyle na ten temat. Najlepsze pilznery można spotkać w Czechach i na Słowacji. Nie polecam produkcji masowych, których znajdziemy mnóstwo na półkach sklepowych.

 Lager to kolejne jasne piwo fermentacji dolnej, warzone jest podobnie jak Pilzner z tą różnicą że Lager jest dosładzany słodem pszenicznym i kukurydzą. Z jakichś względów ten gatunek piwa jest najbardziej popularnym na świecie. Miliony nie mogą się mylić…

Ice Lager  czyli również piwo z dolnej fermentacji. Różni się od innych lagerów tym, że przy jego produkcji oszczędza się na chmielu, więc jest pozbawione charakterystycznej goryczki i smakuje jak woda. Klarowne w swym kolorze dzięki filtrowaniu w niskich temperaturach przez co niewiele się różni od H2O.

Piwko na zdrowie!

Alkohol jest mało pożywną substancją, ale piwo jako jedyny trunek wyłamuje się z tej opinii swoimi wartościami odżywczymi. Irlandzcy robotnicy pili guinnessa na wzmocnienie w czasie przerw w pracy, w Czechach do dziś nikt nie widzi nic złego w tym, by godzinach pracy wypić jedno, a częściej dwa piwka. Oprócz tego, że bywa dość kaloryczne dzięki zawartemu w nim słodowi, w tym najstarszym znanym ludziom trunku znajduje się bogactwo witamin i mikroelementów takich jak związki azotowe czy witaminy z grupy B. Piwo niejednokrotnie uratowało ludziom życie w czasach, gdy dostęp do czystej wody nie był tak powszechny jak dziś. Skażona biologicznie woda i epidemie cholery były codziennością w Średniowieczu. Picie piwa – jako łatwo dostępnego substytutu wody – było z pewnością zdrowsze, a czasem wręcz jedynym sposobem na uniknięcie choroby. Pamiętajmy jednak, że piwo to również alkohol. W niewielkich ilościach może pozytywnie wpłynąć na nasze zdrowie (serce, nerki) to jednak różnica między lekarstwem a trucizną leży w dawce. Jeśli więc nie chcecie przeżywać Syndromu Dnia Następnego, nie próbujcie wszystkich wyżej wymienionych trunków w tym samym dniu.

Wojciech Bednarek / TwojaAnglia.co.uk

FacebookTwitterPinterestGoogle+Share